Komu Mikołaj daje prezenty?

Nic na to nie poradzę, znowu (i na pewno nie ostatni raz) będzie o świętach. 
Wierzycie w Świętego Mikołaja? Jeśli jesteście z branżuni (jakiejkolwiek ;)), to nie macie wyjścia. Rynek kocha Mikołaja, bo rozdaje mu prezenty. I nie chodzi nawet o złotówki zostawione w kasach supermarketów, wydane na reklamowane w telewizji zabawki. Ale o tę postać i związaną z nim magię...

Odczuwam pewnego rodzaju dysonans. Przede wszystkim święta Bożego Narodzenia są dla mnie ważne. Cenię czas spędzany z rodziną, dzielenie się opłatkiem i dwanaście potraw na stole. Wzruszam się śpiewając kolędy i z sentymentem wspominam spotkania z Mikołajem, który czasem był moim tatą, a czasem starszą siostrą (!). Chciałabym, by takie wspomnienia miały także moje dzieci. I gdzie tu ten dysonans, zapytacie. Powoli, bo muszę opowiedzieć prawie całe moje życie ;) 
W poście Reklamy na mnie nie działają pisałam, że nie znoszę zakupów - szkoda mi czasu na stanie w kolejkach, przymierzanie ciuchów mnie denerwuje i wolę oszczędzać niż wydawać itp. Za to w święta, kiedy naprawdę można mówić o tłumach i gorączce zakupów je uwielbiam.
Jestem targetową, jak nigdy. Markety kupią mnie rozpylanym, sztucznie przygotowanym zapachem pomarańczy i cynamonu, zatonę we wspomnieniach słysząc w głośnikach męczone raz za razem Last Christmas, zmarnuję jakże mój cenny czas na oglądanie, przeglądanie i zachwycanie się świątecznymi ozdobami, których i tak nie kupię, a jeżeli już, to pewnie ich potem nie użyję. 
Minus dwadzieścia stopni, śnieżyca lub, co równie prawdopodobne w naszym klimacie, ulewny deszcz? Nic mi nie przeszkodzi, by pójść na świąteczny jarmark pod gołym niebem, przeciskać się w tłumie i wymieniać zdawkowe "Wesołych Świąt" do trzystu osiemdziesięciu czterech napotkanych osób. Na więcej nikt nie ma czasu, przecież idą święta, trzeba sprzątać, gotować, robić zakupy... 
Za mało? No dobra, wzruszam się przy świątecznych reklamach, bez względu czy namawiają mnie na odwiedzenie konkretnego marketu czy użycie ultranowoczesnej wiertarki - jak zagrają na emocjach, za co ich potępiam - to ich uwielbiam. 

Mam świadomość, że wpadłam w sidła komercjalizacji świąt i choć w tym okresie mój wewnętrzny wskaźnik kiczu niebezpiecznie zbliża się do górnej granicy, jeszcze nie jest tak źle. Wciąż kupuję tylko to, co jest na liście (a, że nie co dłuższa... ). Powtarzam starszej córci (dla młodszej w tej chwili liczy się wyłącznie mleko ;)), że nie musi mieć wszystkich zabawek, które mają jej koleżanki, a Mikołaj wybierze dla niej coś szczególnego. I że prezenty to nie istota świąt. A co najważniejsze w święta się zatrzymuję, a właściwie przenoszę w czasie, który płynie jakby wolniej. Spędzę czas z bliskimi, jak nie zasnę, to pójdę na pasterkę. Nic mi nie grozi, sklepy zamknięte, w telewizji, gdzieś w tle leci Kevin i inne bezpieczne wyciskacze świątecznych łez.
Czuję się więc rozgrzeszona, ale obiecuje Wam i SOBIE, że jeśli kiedykolwiek osiągnę apogeum, czyli postawię na grobie bliskiej osoby znicz w kształcie choinki lub Świętego Mikołaja, pójdę na świąteczny odwyk.

Ale miało być o Mikołaju. I radości mojej córci. A taką zafundowali jej marketingowcy z Wydawnictwa Olesiejuk i z Elfi, umożliwili jej napisanie i otrzymanie listu do/od Świętego Mikołaja. 
Ten z wydawnictwa kupiliśmy na poczcie. W kartonowym pudełeczku znalazł się list gotowiec - do wypełnienia i książeczka o Mikołaju. Książeczka przeczytana, list napisany, a właściwie wyklejony, ale z własnoręcznym podpisem. I adres do Mikołaja w Laponii!!


Źródło: http://www.wydawnictwoolesiejuk.pl/katalog/483327/?tx_mzksiegarniaklient_pi1[temat]=0

List mojej córci

Wierzymy w Mikołaja, więc wierzymy, że list dojdzie i będzie odpowiedź, ale to pewnie może trochę potrwać, dlatego z pomocą idzie nam Elfi - na tej stronie można zamówić spersonalizowany List (lub wideo) od Mikołaja. Przyjdzie taki w czerwonej kopercie, z imieniem dziecka, a nawet treścią specjalnie dla niego.

Źródło: www.listymikolaja.pl

Źródło: www.listymikolaja.pl


Czyż to nie jest piękne? Niech mi tylko ktoś powie, że to komercha, że ktoś na tym zarabia, że nie o 
 radość dziecka tu chodzi a o pieniądze, będę polemizować. Bo ileż radości mojej córci dało pisanie (i wyklejanie) listu do Mikołaja, a jaka będzie ogromna, gdy dostanie od niego odpowiedź? A uśmiech mojego dziecka jest bezcenny i zawsze go 

Kupuję, 
Targetowa.



Ps: Jutro przede mną świąteczne zakupy, część pierwsza. Trzymajcie za mnie kciuki. Tymczasem, wczuwam się w nastrój...




Update [10.12.2015]: Zakupy skończyły się anginą ;/

9 komentarzy:

  1. Wiesz, dla mnie też w Świętach chodzi o coś innego niż te wszystkie prezenty, łańcuchy i jemioły, ale jak widzę te piękne bombki, kalendarze adwentowe i inne tego typu gadżety to buzia sama mi się śmieje, więc doskonale rozumiem o czym mówisz (też oglądam ozdoby wymyślając różne warianty kolorystyczne a potem albo nic nie kupuję, albo kupuję coś co nigdy nie doczeka się swojej premiery). Ten list do Mikołaja to super sprawa, bez względu na to czy z założenia jest to czysto komercyjne zagranie czy nie - uważam że mając tak wielki wybór produktów należy działać niczym poławiacz pereł i wyłuskiwać takie właśnie sympatyczne pomysły :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Swięta Bożego Narodzenia posiadają pewną szczególną atmosferę, która jest nam potrzebna, by nabrać dystansu do spraw, które może nas przytłaczają. Wierzymy w Mikołaj czy też nie. A uleganie świątecznej komercyjnej otoczce to też jest ich część. Muzyka, zapachy, jedność z innymi - bo są Święta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna sprawa z tym listem OD Mikołaja! :) A że ktoś na tym zarabia - niech zarabia, bo pomysł ekstra! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oż panie, co to się narobiło. Dla mnie jedyny pożytek ze świąt to dni wolne - nie cierpię całej tej otoczki i takiego ciśnienia, że to święta, że wszystko musi być świetne i w ogóle - niestety komercjalizacja zrobiła swoje. Z dodatkowego prezentu też nie mam jak się cieszyć, bo mam urodziny dwa dni przed Wigilią. Syn jakoś się nie upomina o pisanie listu do Mikołaja, chociaż co rusz pokazuje mi jakąś zabawkę z prośbą o jej kupienie. A na "Last Christmas" reaguję niepohamowaną agresją...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przeszkadza mi komercjalizacja świąt bo jak ktoś nie chce w tym brać udziału to nie musi. Sama unikam w tym czasie sklepów, a zakupy robię przez Internet 😃

    OdpowiedzUsuń
  6. No i skończyły się anginą... te zakupy ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja Zuzka też na etapie mleka, ale pierwsze prezenty pod choinką były: głównie gryzaki, ciuszki i grzechotki :) Wiesz ja lubię i ten czas zadumy i świąteczny kicz, ale ważne by nie utracić istoty tego czasu, a dla mnie to jest Boże Narodzenie i pojednanie z bliskimi. Co do listów - chcemy żeby za rok to była nasza rodzina tradycja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja w świętach lubię czas wolny i to, że mogę mieć chwilę zadumy, nie biegam za prezentami (zamawiam przez internet) a robienie potraw sprzyja pogłębieniu damskich relacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt, komercja to spora pułapka, ale myślę że w małych dawkach nie zaszkodzi nawet Świętem Bożego Narodzenia - grunt to nie przesadzić. Lubię ten czas, kojarzy mi się ze spokojem i czasem na relaks (tzn kiedy opadnie już przed wigilijne, kuchenno porządkowe szaleństwo)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Targetowa