03:11

Komu Mikołaj daje prezenty?

Komu Mikołaj daje prezenty?
Nic na to nie poradzę, znowu (i na pewno nie ostatni raz) będzie o świętach. 
Wierzycie w Świętego Mikołaja? Jeśli jesteście z branżuni (jakiejkolwiek ;)), to nie macie wyjścia. Rynek kocha Mikołaja, bo rozdaje mu prezenty. I nie chodzi nawet o złotówki zostawione w kasach supermarketów, wydane na reklamowane w telewizji zabawki. Ale o tę postać i związaną z nim magię...

Odczuwam pewnego rodzaju dysonans. Przede wszystkim święta Bożego Narodzenia są dla mnie ważne. Cenię czas spędzany z rodziną, dzielenie się opłatkiem i dwanaście potraw na stole. Wzruszam się śpiewając kolędy i z sentymentem wspominam spotkania z Mikołajem, który czasem był moim tatą, a czasem starszą siostrą (!). Chciałabym, by takie wspomnienia miały także moje dzieci. I gdzie tu ten dysonans, zapytacie. Powoli, bo muszę opowiedzieć prawie całe moje życie ;) 
W poście Reklamy na mnie nie działają pisałam, że nie znoszę zakupów - szkoda mi czasu na stanie w kolejkach, przymierzanie ciuchów mnie denerwuje i wolę oszczędzać niż wydawać itp. Za to w święta, kiedy naprawdę można mówić o tłumach i gorączce zakupów je uwielbiam.
Jestem targetową, jak nigdy. Markety kupią mnie rozpylanym, sztucznie przygotowanym zapachem pomarańczy i cynamonu, zatonę we wspomnieniach słysząc w głośnikach męczone raz za razem Last Christmas, zmarnuję jakże mój cenny czas na oglądanie, przeglądanie i zachwycanie się świątecznymi ozdobami, których i tak nie kupię, a jeżeli już, to pewnie ich potem nie użyję. 
Minus dwadzieścia stopni, śnieżyca lub, co równie prawdopodobne w naszym klimacie, ulewny deszcz? Nic mi nie przeszkodzi, by pójść na świąteczny jarmark pod gołym niebem, przeciskać się w tłumie i wymieniać zdawkowe "Wesołych Świąt" do trzystu osiemdziesięciu czterech napotkanych osób. Na więcej nikt nie ma czasu, przecież idą święta, trzeba sprzątać, gotować, robić zakupy... 
Za mało? No dobra, wzruszam się przy świątecznych reklamach, bez względu czy namawiają mnie na odwiedzenie konkretnego marketu czy użycie ultranowoczesnej wiertarki - jak zagrają na emocjach, za co ich potępiam - to ich uwielbiam. 

Mam świadomość, że wpadłam w sidła komercjalizacji świąt i choć w tym okresie mój wewnętrzny wskaźnik kiczu niebezpiecznie zbliża się do górnej granicy, jeszcze nie jest tak źle. Wciąż kupuję tylko to, co jest na liście (a, że nie co dłuższa... ). Powtarzam starszej córci (dla młodszej w tej chwili liczy się wyłącznie mleko ;)), że nie musi mieć wszystkich zabawek, które mają jej koleżanki, a Mikołaj wybierze dla niej coś szczególnego. I że prezenty to nie istota świąt. A co najważniejsze w święta się zatrzymuję, a właściwie przenoszę w czasie, który płynie jakby wolniej. Spędzę czas z bliskimi, jak nie zasnę, to pójdę na pasterkę. Nic mi nie grozi, sklepy zamknięte, w telewizji, gdzieś w tle leci Kevin i inne bezpieczne wyciskacze świątecznych łez.
Czuję się więc rozgrzeszona, ale obiecuje Wam i SOBIE, że jeśli kiedykolwiek osiągnę apogeum, czyli postawię na grobie bliskiej osoby znicz w kształcie choinki lub Świętego Mikołaja, pójdę na świąteczny odwyk.

Ale miało być o Mikołaju. I radości mojej córci. A taką zafundowali jej marketingowcy z Wydawnictwa Olesiejuk i z Elfi, umożliwili jej napisanie i otrzymanie listu do/od Świętego Mikołaja. 
Ten z wydawnictwa kupiliśmy na poczcie. W kartonowym pudełeczku znalazł się list gotowiec - do wypełnienia i książeczka o Mikołaju. Książeczka przeczytana, list napisany, a właściwie wyklejony, ale z własnoręcznym podpisem. I adres do Mikołaja w Laponii!!


Źródło: http://www.wydawnictwoolesiejuk.pl/katalog/483327/?tx_mzksiegarniaklient_pi1[temat]=0

List mojej córci

Wierzymy w Mikołaja, więc wierzymy, że list dojdzie i będzie odpowiedź, ale to pewnie może trochę potrwać, dlatego z pomocą idzie nam Elfi - na tej stronie można zamówić spersonalizowany List (lub wideo) od Mikołaja. Przyjdzie taki w czerwonej kopercie, z imieniem dziecka, a nawet treścią specjalnie dla niego.

Źródło: www.listymikolaja.pl

Źródło: www.listymikolaja.pl


Czyż to nie jest piękne? Niech mi tylko ktoś powie, że to komercha, że ktoś na tym zarabia, że nie o 
 radość dziecka tu chodzi a o pieniądze, będę polemizować. Bo ileż radości mojej córci dało pisanie (i wyklejanie) listu do Mikołaja, a jaka będzie ogromna, gdy dostanie od niego odpowiedź? A uśmiech mojego dziecka jest bezcenny i zawsze go 

Kupuję, 
Targetowa.



Ps: Jutro przede mną świąteczne zakupy, część pierwsza. Trzymajcie za mnie kciuki. Tymczasem, wczuwam się w nastrój...




Update [10.12.2015]: Zakupy skończyły się anginą ;/

10:52

#czekam na Listy do M. 2

#czekam na Listy do M. 2
Tytuł trochę poniewczasie, bo premiera drugiej części "Listów do M." miała miejsce w ten weekend (piątek, 13.11). Ale nie o filmie samym w sobie, a o kampanii promocyjnej będzie tu mowa.
 /Recenzja, jeśli już, to na Szufladopółce może się pojawić/.

źródło

A właśnie takim hashtagiem - #czekamnalisty zapowiadano nadejście drugiej części filmu, którego pierwsza, z 2011 roku, osiągnęła niemały sukces. A konkretnie była najlepiej oglądaną polską komedią od 25 lat - obejrzało ją dwa i pół miliona widzów. Obraz zarobił ponad 35 milionów złotych. 
Nie uchodzi, by takie osiągnięcie zaprzepaścić, więc kontynuacja była tylko kwestią czasu. A żeby je powtórzyć, a najlepiej prześcignąć, producent - to jest TVN - ruszył z promocją już latem i wciąż lansuje swoje dziecko.
Najpierw pojawił się Mikołaj spacerujący po plaży. Można go było zobaczyć w kinowych spotach i w blokach reklamowych, w TVN oczywiście. Potem dołączyli do niego bohaterowie z pierwszej części np. Katarzyna Zielińska z filmowym synem pakująca do walizki zimowe ciuchy. 
A gdy w TVN ruszyła jesienna ramówka, Mikołaj był już wszędzie. A przynajmniej w programach rodzimej stacji - a to przycupnął na publiczności "Mam talent", a to odwiedził studio "Dzień dobry TVN".  I za każdym razem przewijało się hasło - #czekamnalisty.
Natomiast hashtag oprócz tego, bym mogła tak oznaczyć mój post :) miał zachęcić widzów do wrzucania do sieci zdjęć z hasłem promującym film.



źródło





Im bliżej premiery, która miała miejsce w piątek trzynastego :) "Listów do M 2" było coraz więcej - w kolejne dni, kolejne pary bohaterów gościły w programie śniadaniowym stacji, zapowiedź pojawiła się nawet w "Faktach". A pisząc ten post zobaczyłam spot, w którym na listy czekają między innymi John Travolta i Monica Bellucci!

Po premierze pewnie będzie się mówiło o filmie jeszcze długo, wszak do świąt jeszcze ponad miesiąc. Musi zdążyć zarobić ;)
Ogólnie sukces filmu (mówię tu o pierwszej części) mnie nie dziwi - był zrobiony bardzo po amerykańsku. Że niby schemat kilku łączących się wątków jest wyświechtany? Ale jak się sprawdza! A jak do tego dojdzie duża dawka humoru i nie mniej powodów do wzruszeń, plus obsada złożona z ulubionych aktorów rodaków i do tego klimat świąt...  To jest przepis na komercyjny sukces. I nie dziwi mnie, że o drugiej części było głośno na długo zanim pojawiła się w kinach.
Według danych z niedzielnego (15.11) popołudnia z fan page filmu obejrzało go 400 tysięcy widzów. #czekamnadane  :) z całego weekendowego otwarcia i na pewno zaktualizuję info.

Zespół od promocji odrobił pracę domowa, bo na przykład ja jeszcze filmu nie widziałam, a już go 
Kupuję, 
Targetowa

A tu zwiastun :)


04:04

T-Mobile jeździ ciężarówkami Coca-Coli

T-Mobile jeździ ciężarówkami Coca-Coli
Siadłam sobie ja pewnego cudnego wieczora przed telewizorem i myślę: pierwszy listopada minął, jak nic czas na świąteczne reklamy i Last Christmas w radiu. Pomyślałam i zobaczyłam. Ciężarówkę Coca-Coli, do której wsiadali Mikołaje z T-Mobile.



"W tym roku zaczynamy pierwsi". Mówią. A ja się gotuję. Na wirtualnemedia.pl czytam, że chodzi im, że są piersi w branży telekomunikacyjnej, ale ja jakoś tego nie dosłyszałam. I jakoś ciężarówka (pomalowana dla niepoznaki na różowo) nie kojarzy mi się z reklamami innych telefonii, tylko z Coca-Colą (która zresztą też już działa, ale o tym osobny post).

Tak się złożyło, że jeden z pierwszych moich postów na tym blogu też dotyczył T-Mobile, kiedy "ukradli" Mozila i Prokopa od Play [KLIK]. I mi to nie podeszło. Tym razem podobnie. A szkoda, bo śpiewający Tomasz Kot w warsztacie stolarskim czy samochodowym wpadł mi do ucha... Jednak ciężarówki to przegięcie. Ja oczywiście wiem, że takie przepychanki między markami były są i będą. Może jestem nieobiektywnie zapatrzona w Coca-Colę i dałam jej monopol na moją świąteczną radość. Nie wiem, nic na to nie poradzę, ja tych ciężarówek T-Mobile,

Nie kupuję, Targetowa

06:28

O bezpiecznej jeździe bez nadęcia

O bezpiecznej jeździe bez nadęcia
Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zmieniła taktykę. Już nie straszy konsekwencjami nieprzestrzegania przepisów drogowych. W nowych spotach nie zobaczymy krwi, rozbitych szyb, płaczących dzieci i martwych rodziców, jak miało to miejsce przy akcji 10 mniej. Zwolnij! W krótkim czasie w mediach pojawiły się dwa spoty dwóch różnych kampanii, ale zrobione dużo lżej niż znane nam dotychczas. Bez nadęcia. Teraz jest wręcz zabawnie. I według mnie - naprawdę dobrze. 

Źródło" http://www.krbrd.gov.pl


Kampanie społeczne często są odbierane negatywnie. Czasem - wydaje mi się - dla samej zasady. Bo pochłaniają dużo pieniędzy i budzą jeszcze więcej wątpliwości: bo kto to ogląda, na kim to zrobi wrażenie? Czy człowiek, który jest na tyle głupi, żeby prowadzić po pijaku, zmieni zdanie oglądając reklamę? Pewnie nie. Dlatego warto na tę głupotę zwrócić uwagę jego bliskich. To właśnie robi najnowsza kampania Krajowej Rady... - Alkohol i Kluczyki? Wykluczone!




To spot skierowany głownie do młodych ludzi, a przynajmniej tacy w nim występują. Nie ma tu moralizatorstwa, wizji zniszczonej przyszłości kalectwem czy więzieniem. Taki niby lajtowy filmik, o grupie znajomych, którzy zrobili jednemu (jednej) z nich kawał i schowali im kluczyki od samochodu - a to na drzewie, a to w zamrażaliku lub zostawli pod czujnym okiem psa albo starszej sąsiadki.
Każdy sposób jest dobry by powstrzymać osobę, która chce wsiąść za kierownicę po spożyciu alkoholu. Reagując możesz uratować życie najbliższej Ci osoby - to przekaz KRBRD i jest spoko. Reklamę akcji przygotowała firma Infinity. Statystyki związane z pijanymi kierowcami - TUTAJ.


#ZgazuTanoga

Źródło:https://www.facebook.com/wlaczmyslenie/photos/a.482406075128409.102598.109045359131151/909962582372754/?type=3&theater

Nieco wcześniej w mediach pojawiła się kolejna odsłona kampanii "Włącz Myślenie" - Zgazu Tanoga. Genialna!
Kojarzycie Mistrza Miyagi? Z pewnością. Nie wierzę, że nie oglądaliście Karate Kid, przyjemniej jednej części. To mądry film, choć dziś ma trzydzieści lat i może trącić tandetą. To historie młodych ludzi, którzy uczą się cierpliwości, dążenia do celu i tego, że nie zawsze dorośli się mylą ;) 
A jak nie Karate Kid to może chociaż Kickboksera znacie? No ale dobra, recenzje zostawię sobie na Szufladopółkę
Ale przypomnienie nie jest bezpodstawne. Bo właśnie do znanej z takich filmów relacji uczeń - mistrze nawiązuje owy spot Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

"Kiedy uczeń jest gotowy pojawia się mistrz"

Gotowością w tym przypadku było łamanie wszelkich przepisów drogowych oraz zdecydowany brak wyobraźni młodego kierowcy. Mistrz Zgazu Tanoga zatrzymuje na stopa samochód prowadzony przez młodego chłopaka - pirata drogowego, który znacznie przekracza prędkość, nie patrzy na drogę, rozmawia przez telefon podczas jazdy i prowadzi w japonkach! (BTW: Nigdy nie zrozumiem facetów w japonkach). 
Zdruzgotany postawą młodego kierowcy mistrz, bierze go na naukę. I wtedy właśnie pokazują nam się sceny rodem z Karate Kid czy Kickboksera. Scena ćwiczeń na tle zachodzącego słońca czy moment, kiedy udaje im się uratować ślimaka - bezcenne. Jak na naukę sztuki walki obowiązkowe są swego rodzaju przykazania, jak "Prawo sprzyja temu po prawej". I kilka innych. 
Filmik ma być odpowiedzią na zachowanie młodych kierowców (18-24 lata), którzy są odpowiedzialni za 21 procent wypadków na polskich drogach. Więcej danych TUTAJ
Za kreacją stoją firmy John Pitcher i Panato.pl.





Obie kampanie są wg mnie świetne i jak najbardziej je
Kupuję,
 Targetowa

11:24

#bioredobuzi

#bioredobuzi
Genialne! Odważne! Najlepsze! Takie i milion innych pozytywnych epitetów przyszły mi do głowy, gdy przeczytałam o tej kampanii Fundacji DKMS (Bazie Dawców Komórek Macierzystych). Jest tak dobra, że aż żałuję, że nie może na mnie zadziałać... Bo w bazie zarejestrowałam się już dwa lata temu... I na dodatek zamiast wziąć do buzi, dałam sobie w żyłę, a raczej z żyły :) Skorzystałam z charytatywnego wydarzenia w moim mieście - zorganizowano akcję pobierania krwi, gdy na białaczkę zachorował jeden z mieszkańców. I w ten sposób można było już nie tylko chcieć komuś pomóc, ale mieć na to szansę. 





Według danych Fundacji prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniego Dawcy niespokrewnionego dla Pacjenta wynosi od 1: 20000 do 1: kilku milionów. I choć te liczby wydają się być kosmiczne to jest to bardzo wysokie prawdopodobieństwo. Dlatego tak ważne jest, aby zarejestrowało się jak najwięcej potencjalnych dawców.

I właśnie temu służą takie akcje, w której wzięłam udział czy rozmaite kampanie Fundacji. Najnowsza - #bioredobuzi - jest według mnie po porostu świetna. Bo co tygryski lubią najbardziej? Seks. I wszystko co się z nim kojarzy. Ale zrobić kampanię z seksualnym podtekstem, która nie trąci tandetą, łatwe nie jest. A DKMS się udało.

Są dwa sposoby zarejestrowania się w bazie - można oddać krew albo pobrać wymaz z ust. I właśnie ten drugi sposób promuje owa kampania. Jest prosty do bólu, bo można to zrobić korespondencyjnie. Wchodzisz na stronę, wypełniasz formularz, czekasz na patyczki, które przyjdą pocztą, a potem... bierzesz do buzi, pobierasz wymaz i odsyłasz. Cała filozofia.

Oczywiście, by zostać dawcą szpiku trzeba spełniać pewne warunki, to jest być zdrowym. Na stronie Fundacji przeczytasz jakie choroby wykluczają bycie dawcą. Ale jeśli nie dolega ci nic z tej listy - nie czekaj. Zarejestruj się.

Ja to zrobiłam i kto wie, może będę miała szansę komuś pomóc. Fakt, aktualnie moje dane są "zamrożone" - w okresie ciąży i sześć miesięcy po porodzie nie można oddawać komórek, ale rodzę lada dzień, więc za pół roku wracam.

I na koniec trochę moralizatorstwa. Jak już się zdecydujesz, to decyduj się na sto procent. Znane są sytuacje, kiedy potencjalny dawca, mógł zostać realnym, ale się rozmyślił. Słabe to jest. 





Kampanię DKMS #bioredobuzi z wielką przyjemnością :P,
Kupuję,
 Targetowa


 PS: Zajrzyj na http://patyczekdobuzi.pl/http://www.dkms.pl/ i dowiedz się więcej.




03:31

Reklamy na mnie nie działają!

Reklamy na mnie nie działają!

"Reklamy na mnie nie działają". Kłamstwo powtarzane niemal tak często jak "Nie oglądam seriali" i "Nie znam żadnej piosenki disco polo" ;). Jednak o ile te dwa ostatnie wypowiadamy, bo chcemy oszukać innych, głupio się przyznać itp., o tyle tym pierwszym najczęściej oszukujemy... siebie.
Jak już nieraz wspominałam - ja reklamy oglądam, bo lubię. Chcę wiedzieć, jak zostały zrobione, jaki ktoś miał na nie pomysł itp. I pewnie dlatego powinnam być na nie odporna. Jasne.


02:30

Nowa ja razy dwa

Nowa ja razy dwa
Jeśli byliście u mnie wcześniej i jesteście teraz, to widzicie zmiany :) W końcu! Już naprawdę od dawna chciałam coś zmienić, ale moje zdolności graficzne są bliskie zeru, a i grzebanie w szablonach i innych hateemelach jakoś mnie nie kręci (ale wnętrza lubię urządzać, żeby nie było :)). I wtedy pojawiła się ONA, Natalia! I zmieniła moje oba (!) blogi - Targetową i Szufladopółkę. 
A do Targetowej mi nawet moje wymarzone logo à la kod kreskowy.
Ale po kolei. Po pierwsze to ekspresowa dziewczyna. Szybko się odezwała, po drugie konkretna - w mig pojęła o co mi cho... i stworzyła to, co chciałam. A co chciałam?


10:44

I ja zdążyłam... napisać post!

I ja zdążyłam... napisać post!

Zdradzę wam pewną tajemnicę. Im później kobieta stara się o dziecko, tym trudniej. Może to potrwać dłużej, może się nie udać. Im starsza kobieta zachodzi w ciążę, tym większe prawdopodobieństwo różnych chorób u dziecka – to jest prawo natury, medycyna, biologia, jak zwał tak zwał, żadna propaganda. I moim zdaniem o tym była ta kampania, tzn. to było pierwsze, o czym pomyślałam, gdy ją zobaczyłam, choć już wtedy moja opinia była narażana na spoilery, ze wskazaniem na jedyną słuszną reakcję.

Tak, tak, w całym internecie jeszcze tylko chyba Targetowa o niej nie pisała... Już się żaliłam o tym na FB a teraz na przekór sama piszę. I na przekór - nie będę jej krytykować. Nie będę też szczególnie chwalić, bez przesady. Bo ja tak nie do końca o niej, ale o tych reakcjach właśnie.

Podstawowe pytanie. Do kogo jest ta kampania i czy rzeczywiście obraża odbiorców?

Wiem, że są kobiety, które nie chcą mieć dzieci. Bo nie widzą się w roli mamy, bo nie lubią dzieci. Bo nie i już. I bardzo dobrze! Gratuluję świadomości! I wedle mojej interpretacji nie do nich była ta kampania. Nikt nie mówił: musisz mieć dziecko, masz zajść w ciąże, jesteś gorsza, że nie masz dziecka.

06:15

„Fun” page #1 - Disco Polo jako teksty kultury do matury

„Fun” page #1 - Disco Polo jako teksty kultury do matury
No dobra, tyle razy sobie obiecałam, że zrobię jakiś post o interesujących, zabawnych, żałosnych, oryginalnych etc. fan page'ach. Ale weź coś wybierz z odmętów Facebooka? Stawiam więc na cykl, a oto pierwszy post w serii.

Nazwa: Disco Polo jako teksty kultury do matury
Data powstania: luty 2015
Opis: Motywy do matury z języka polskiego (od 2015) obecne w polskich piosenkach Disco Polo.
Liczba fanów 4 541 (dane z 28.04.2015)







Choć sama maturę zdawałam już ... lat temu, to trochę tegorocznych maturzystów wśród znajomych na Facebooku mam, co za tym idzie dotarł do mnie ten oto fan page.  Jeśli, co jest wielce prawdopodobne, jego autorem jest maturzysta, to dobrze mu wróżę. Z taką kreatywnością na pewno sobie poradzi.

Nie będę pisać o coraz niższym poziomie i coraz głupszej formie kolejnych matur, bo dziś nie o tym.  Ale jak widzę, motywy literackie zostają bez zmian. Pamiętam, kiedy pierwszy raz na lekcji języka polskiego usłyszałam to magiczne słowo: TOPOS. Na pewno jakiś się trafi, zapewniała polonistka, i miała rację. W moim przypadku był to lęk. 


06:23

#dziejesiewpolsce

#dziejesiewpolsce
"Dwu miliardowy obywatel Chin urodzi się w Polsce"

"Metan na  Marsie odkryto w Polsce "


 -  to fragmenty najnowszego spotu Wirtualnej Polski. Ruszył kolejny etap kampanii "Wszystko, co ważne #dziejesiewpolsce. Wirtualnej Polsce"



Kiedy zobaczyłam pierwszy, latem, niby zwróciłam na niego uwagę, tak sobie nawet myślałam, że może by o nim napisać, ale okazji nie było. A może po prostu nie wiedziałam czy go kupuję czy nie. Ale ten nowy do mnie trafia. Zdecydowanie.

10:45

I jeszcze jeden, i jeszcze raz....

I jeszcze jeden, i jeszcze raz....
Życzenia. Miła rzecz. Nawet takie z tablicy na Facebooku. Zerkasz w dniu urodzin na fejsa i okazuje się, że są ludzie, którzy życzą ci dobrze, a nawet - Najlepszego! Że niby ironizuję? Nie, w żadnym razie. Jeszcze nie.

Nie chodzi mi nawet o to, że ludzie przypominają sobie o twoim święcie tylko dlatego, że zerknęli na fejsa albo, że składają ci życzenia osoby, które ledwo co znasz. Po pierwsze, nie każdy musi być dobry z dat (szczególnie mężowie, narzeczeni, partnerzy ;P). Po drugie: wyobraź sobie taką sytuację w realu: stoisz koło współpracownika, sąsiada, dalszego znajomego, przychodzi ktoś, kto zna go lepiej i składa życzenia urodzinowe czy gratuluje narodzenia dziecka itp. No to chociaż ledwo go znasz i wcześniej nie wiedziałeś, że jest powód do życzeń/gratulacji to je składasz. Tak z grzeczności. Masz dziś urodziny, serio? O, to wszystkiego najlepszego. Jak dla mnie całkiem normalna i miła rzecz. Tu tak samo: fejs cię o tym informuje - ty składasz życzenia.

To niby, o co mi chodzi? Czemu miał służyć ten przydługi wstęp? Bo nie irytują mnie życzenia na FB w ogóle. Ale nie mogę zdzierżyć, gdy temu "Sto lat" towarzyszy "Jeszcze raz" albo jeszcze lepiej, gdyby jednak  Facebookowa gawiedź nie zrozumiała,  że...
 "Co prawda miałem już okazję osobiście, ale jeszcze raz, wszystkiego najlepszego"

 WTF? Skoro miałeś okazję osobiście, to po jaką cholerę piszesz na fejsie, który jest alternatywą dla tych, którzy jej nie mieli. No tak, bo wtedy wyjdzie, że oni pamiętali, a Ty nie. Teoretycznie można byłoby napisać na tablicy bez tego "Chociaż miałem okazję..." Ale. Wtedy te czterysta osiemdziesiąt trzy osoby, które przecież wiedzą, że znasz jubilata lepiej, bliżej, dłużej, pomyśli, że idziesz na łatwiznę, że miałeś okazję osobiście, a składasz życzenia  TYLKO przez fejsa. Co za życie, i tak źle, i tak niedobrze...

Składnia życzeń na pokaz, bardzo, ale to bardzo...
Nie kupuję,
Targetowa



04:41

Nie będzie niczego

Nie będzie niczego
Zdecydowanie za młody (lub lepiej, i szczerzej, brzmi za mało systematyczny, bądź rozkręcony jest ten blog, by robić jakiekolwiek podsumowania, od których roi się w blogosferze. Więc nie będzie takowych. Tym bardziej, żeby się przypadkiem nie skompromitować, nie będzie postanowień na nowy rok. Choć na usta i pod palce na klawiaturze się ciśnie - będę bardziej systematyczna...

źródło: www.freeimages.com
O, czym to ja..? Aha, teraz przechodzimy na czas przeszły. Nie było też reklam świątecznych, które zwróciły moją szczególną uwagę. Bardzo mnie zawiodły. Dlatego nie zrobiłam listy top 10 świąteczny reklam, bo naprawdę nie miałam z czego wybierać. Do mojego krótkiego zestawienia, które znajdziecie TUTAJ dorzucę raptem jedną, ale za to tak mi się podobała, że wskoczy na miejsce drugie, zaraz po Kevinie, to ten był the best. bez dwóch zdań.
A tą no. 2 jest reklama smartDOMU Polsatu i Plusa, odcinek z ciocią z Kanady, która poprzez tablet odwiedziła Joannę Brodzik i Pawła Wilczaka. 
Jej "Phy, lipią pali", make my day za każdy razem, gdy ją widziałam".

A tu całość:


Tę, jak najbardziej 
Kupuję, 
Targetowa

I żeby już nadrobić zaległości miałam jeszcze wspomnieć o jeszcze jednej irytującej świątecznej reklamie i nie, nie chodzi tu o reklamę Media Ekspert. Ta, która całkiem mi nie podchodzi (chyba że do gardła)  to reklama Play z dziećmi i Świętym Mikołajem. Oczywiście rozumiem, że czasy się zmieniają i takie tam, że teraz daje się telefony, tablety itp. pod choinkę - jestem to w stanie Zrozumieć jako zdeklarowana tradycjonalistka/romantyczka wierząca w pana w czerwonym kubraczku. Ale jeśli tak jest, to pokażcie to raczej jak Orange, gdzie Karolak wyskakuje z pudła z smartgadżetami lub dostaje skarpety, bo wszystko smart już ma. 
Ale w reklamie, gdzie delikatna melodia, podekscytowana pani Basia,  Mikołaj mówiący łamaną polszczyzną i dzieci
 a) ala sierotki, które to nigdy prezentów nie miały, 
albo
 b) wierzą w świętego Mikołaja prawdziwego, najprawdziwszego i wydaje się, że najważniejszy dla nich jest fakt, że go w ogóle spotkają, (do tej chwili wszystko gra) aż tu nagle zonk - wyrywają sobie z rąk zestawy z telefonem. Przecież w fabryce Mikołaja elfy robią zabawki, a nie telefony. No nic mi w tej układance do siebie nie pasowało. Chyba, że drugi człon nazwiska pani Basi :)




Playowego Mikołaja

Nie Kupuję, 
Targetowa

To na koniec tego dwa w jednym przydałyby się jakieś życzenia na Nowy Rok, czy coś. A więc życzę Wam :) I o życzeniach będzie następny post...

Copyright © 2016 Targetowa , Blogger