sobota, 6 grudnia 2014

Taki był Mikołajkowy Blok Reklamowy

27 reklam, w tym moja świąteczna (tegoroczna) ulubiona,  z gwiazdą Kevinem (pisałam o niej tu) i taka, która mnie drażni - Play z dziećmi i Mikołajem. 15  z nich było w świąteczno-zimowym klimacie, pozostałe zwykłe. Jedne lepsze, drugie słabsze, ale dziś kupuję wszystkie, bo w szczytnym celu je emitowano. To jak? Oglądaliście Mikołajkowy Blok Reklamowy?  Bo ja - wiadomo! Dlaczego trzeba - pisałam tu.

Jak mi się podobał cały blok? Miałam nadzieję na więcej typowo świątecznych reklam. Sporo tych, które lubię, na które wręcz czekałam, się nie pojawiło :( Nie oceniam producentów, nie wiem czy naprawdę ich nie stać na pojawienie się w takim bloku czy pożałowali jednak pieniędzy, czy może zabrakło dla nich czasu antenowego (czyli pewnie ich nie stać lub pożałowali :)) 
W każdym razie mam nadzieję, że oglądalność dopisała. 
A ja oprócz tego, że oglądałam, notowałam i opisałam. A było tak:

1. Coca - cola 
Od zawsze najulubieńszą, najbardziej świąteczną reklamą, symbolem świąt niczym "Kevin sam w domu" w Wigilię w telewizji (nomen omen na Polsacie) i Last christmtas w supermarkecie - była dla mnie reklama coca coli "Coraz bliżej święta". Ale jej już od dawna nie ma. Niemniej, choć inna, ale właśnie coca-coli i również świąteczna reklama otworzyła Mikołajkowy Blok Reklamowy i bardzo mi na początek pasowała.
 2. Vivus.pl - świąteczny klimat, no ale co o pożyczkach na święta sądzę, wiecie :/
3. Volkswagen
4. Chipsy Lays
5. BZ WBK - świąteczna, i w tym roku dotychczas moja ulubiona, (pisałam tutaj) - "Mówi mi Kevin', ale w skróconej wersji
6. Przerwa "Dziękujemy, że jesteście z nami"
7. Pepsi - Letnia z Mikołajem

8. Media Expert z Eweliną Lisowską, z info o świątecznych okazjach
9. Allegro, wersja mobilna
10. KFC - świąteczna, ale średnio do mnie przemawia reklama Fast fooda na święta....
11. Czekoladki Lindt Lindor
12. SmartDOM Cyfrowego Polsatu i Plusa - wiadomo, coś od Polsatu musiało się pojawić i było jeszcze nie raz.
13. Przerwa
14. Bank Alior, świąteczna - z rymowaną piosenką, ale znośna  :)
15. PGE - nie bezpośrednio o świętach, ale w świąteczno-zimowym klimacie. No i właśnie klimatyczna :) Kupuję.


16. Play - świąteczna. To właśnie ta, której nie lubię. O dzieciach i Świętym Mikołaju. Opiszę na pewno. Nie kupuję.
17.Pantene Pro-V!, taka tam zwykła
18. SmartDOM - tym razem nie świąteczna, wersja o dodatkowym kompie i kotletach schabowych
19. Przerwa
20. Head&Sholders
21. Tym razem Plus jako Plush - z Miśkiem i choinką
22. Ubezpieczenia Prudential
23. Gillette
24. Biedronka - bardzo świąteczna, z dziećmi mówiącymi o świętach. Widziałam ją pierwszy raz i kupuję :)
25. Skoda. Niezła reklama, nie świąteczna, ale zimowa - może opiszę ją gdzieś :)
26. Przerwa
27. Apap
28. Finuu - masło fińskie - o trollach opiekujących się krowami
29. Ford Focus
30. SmartDOM, czyli Polsat Cyfrowy z Plusem i ciocia z Kanady
31. A na deser Orange i Karolak wyskakujący z prezentu:


32. Podziękowania


Jeszcze raz przypomnę, że Mikołajkowy Blok Reklamowy...
Kupuję, 
Targetowa

Oglądaj Mikołajkowy Blok Reklamowy

Co robicie dziś o 18.45? Czy jak powiem, że ja zamierzam oglądać telewizję będzie to oznaczało, że moje życie towarzyskie kuleje? Wytłumaczę więc, że wczorajsze wieczór i noc były bardzo atrakcyjne, a to co mam zamiar zrobić dziś a) połączy przyjemne z pożytecznym b) zajmie raptem pięć minut. I Wam też radzę spędzić je tak jak ja. 
Dlaczego przyjemne? Bo jako reklamożerca nie mogę przepuścić takiej okazji. Będę mogła zachwycać się lub nie zostawiać suchej nitki na tej czy innej kampanii :)
O 18.45 tuż przed Wydarzeniami na Polsacie zostanie wyemitowany specjalny Mikołajkowy Blog Reklamowy. Ta akcja jest już organizowana po raz jedenasty. Od jakiegoś czasu otwiera się też na internautów -  blok  będzie można oglądać na stronie www.ipla.tv oraz w aplikacjach ipla na komputery, tablety oraz smartfony.
Dlaczego pożyteczne? Bo im więcej widzów zasiądzie przed telewizorami, tym więcej pieniędzy trafi do potrzebujących, podopiecznych Fundacji Polsat. Wpływy zostaną policzone na podstawie wyników oglądalności, środki zostaną przeznaczone na leczenie i rehabilitację chorych dzieci.
Do akcji co roku przyłączają się znane osobistosci, w tym Krzysztof Kowalewski, który wciela się w Mikolaja.


Do tej pory wpływy z Mikołajkowego bloku reklamowego wyniosły 12 milionów złotych. Rekord padł w 2012 roku - do podopiecznych Fundacji trafiło 2 071 098,68 zł. Może w tym roku go pobijemy?
Więc skoro już macie siedzieć przed tlewizorem i bezmyślnie zmieniać kanały pilotem - tym razem zatrzymajcie się na kanale, na którym będą leciały reklamy - najlepiej na Polsacie.

Mikołajkowy Blog Reklamowy,
Kupuję,
Targetowa

niedziela, 23 listopada 2014

Kevin rządzi w święta - ale nie ten "sam w domu"

Co prawda reklamy świąteczne (o zgrozo!) pojawiły się już chyba w październiku (Pepsi profilaktycznie podkradło Mikołaja Coca Coli właściwie już latem), ale nie mogłam się przemóc, żeby wtedy o tym pisać. Reklamy nawiązujące do Świąt Bożego Narodzenie w okolicy Wszystkich Świętych to dla mnie przesada. Może i mam bardzo skomercjalizowane poczucie świątecznej atmosfery, ale to właśnie świąteczne reklamy obok lecącego w głośnikach supermarketów "Last Christmas" - wprowadzają mnie w ten nastrój. Ale co za wcześnie to nie zdrowo. Czy jakoś tak...
Źródło: sreen z you tube + moja "przeróbka" w postaci chmurek :)


piątek, 21 listopada 2014

Kawy, dajcie mi kawy!

Jestem zdeklarowaną, świadomą swojego nałogu kawoholiczką. Jakiś czas temu, z samego rana, przed pierwszą dawką kofeiny, zmierzyłam sobie ciśnienie? 89/53 - czy coś w tym stylu. Poranna kawka i od razu 30 oczek w obie strony wyżej. Swoją drogą, że ciśnienie z reguły mam niskie. Ale nie o moim stanie zdrowia rozmawiać będziemy, przynajmniej nie dosłownie, ale o upodobaniach. Kawę lubię z dwóch powodów... Po pierwsze: smak. Uwielbiam go. Czekoladki, cukierki i jogurty u mnie też są kawowe. Ale najlepsza jest i tak w wersji płynnej i kiedy jest prawdziwa.  Bo ona oprócz smaku daje mi (po drugie) energię, kopa, moc, pozwala mi góry przenosić i takie tam,...
Tylko, kiedy mi jej najbardziej potrzeba, czytaj: jestem poza domem, jestem zmuszona skorzystać z oferty wszelkiego rodzaju barów, restauracji czy budek z kawą. A co one serwują?

Latte, czyli mleko o smaku kawy
Latte Macchiato - podwójne mleko o smaku kawy
Cappuccino - mleko o kolorze kawy z mlekiem
Caffe Americano - gorąca woda z dodatkiem kawy
Espresso - esencja z kawy  

I oczywiście, nie powiem,  lubię się czasem napić któregoś z powyższych napojów, ale no właśnie... napojów. Układane warstwami na zmianę ze spienionym mlekiem w fikuśnych szklankach, doprawiane syropami o smaku  truskawek czy innych bananów i posypywane cynamonem, owszem są fajne, ładnie wyglądają i może nawet nieźle smakują. Ale nie są kawą.
Nazwijcie mnie konserwatystką, ale dla mnie kawa, to ta parzona po turecku, z gruntem, fusiara. To jest kawa z definicji, to jej kwintesencja. Sam jej zapach make my day :)

Moja kawunia, parzona po turecku, nawet się do mnie uśmiecha.
I uważam, że wszelkie lokale, które nie mają takiej w swojej ofercie zwyczajnie lekceważą swoich klientów*. A niestety coraz rzadziej widzę ją w restauracyjnych kartach.
Ostatnio trafiłam na nią w wakacje, w jakimś barze przy zjeździe z autostrady, gdzieś przed Bydgoszczą. Całe szczęście, bo potrzebowałam wtedy kofeiny, a nie zabarwionego mleka. Swoją wdzięczność wyraziłam nawet w księdze gości: - "Jak dobrze, że są jeszcze miejsca, w których podają kawę parzoną po turecku" - napisałam. 
Szkoda tylko, że tych miejsc jest coraz mniej.

Lokali, które nie podają parzonej kawy zdecydowanie, przez duże N -
Nie kupuję, 
Targetowa

*Chyba że jest jakiś dziwny sanepidowski zakaz, to może wybaczę, ale nie zrozumiem...

niedziela, 9 listopada 2014

W kampanii liczy się nazwisko

Zdaję sobie sprawę, że tych podsumowań, rankingów na najgorsze, najśmieszniejsze i najbardziej żałosne spoty, plakaty kampanii wyborczej jest całe mnóstwo. Właśnie dlatego mój post pojawia się tak późno, gdyż długo się przed jego dodaniem wstrzymywałam. Ale to jest silniejsze ode mnie... 
By jednak nie powielać takich list, postanowiłam skupić się na jednej kategorii. Jak to się mówi: nazwisko zobowiązuje. Jednak niektórzy kandydaci, ich komitety wyborcze, spin doktorzy czy inni specjaliści od pijaru chyba nie do końca zrozumieli to stwierdzenie, przygotowując takie oto kreacje:
Podkategoria: grafika
  • Małgorzata Półbratek, kandydatka do Rady Miejskiej w Radomiu, Prawo i Sprawiedliwość
To chyba był pierwszy wyborczy kwiatek, który zwrócił uwagę mediów, a właściwe półkwiatek  (Tak, też to zrobiłam, kocham grę słów :P ) O tym plakacie powiedziano już chyba wszystko. Z tego, co przeczytałam [TU] był to pomysł samej kandydatki. Zwróciłam też uwagę, że z połową kwiatka wyrastającego z twarzy p. Małgorzaty spójny jest wisior. Czad!
  • Leszek Drozd - (odlotowy) kandydat do Rady Powiatu Węgorzewskiego; KWW Przyjazny Powiat Węgorzewski.
Barwny i jakże kreatywny plakat to nie wszystko. Całość dopełnia hasło: "Postaw ptaszka na ptaszka. Ciekawe, ale jak zwróciła uwagę moja znajoma w wyborach głosujemy chyba jednak przez postawienie krzyżyka czy też iksa, ptaszek będzie nieważny. Jeśli wyborcy potraktują to hasło zbyt dosłownie to ten ptaszek daleko nie pofrunie....
  • Tomasz Szypuła, kandydat na prezydenta Radomia, KWW Tomasza Szypuły
I ostatni (na tę chwilę) w tej podkategorii. Ten kandydat poszedł o krok dalej. Pozazdrościł tym, których nazwisko coś oznacza i dołożył sobie jedną literę. Kto politykowi zabroni? Dzięki temu mógł zamienić się w truskawkę zakładając sobie na głowę szypułkę. Grafik płakał jak projektował, copy writer płakał jak pisał...
Podkategoria: slogan
  • Łukasz Głąb, kandydat do Sejmiku Wielkopolskiego
Zdecydowany numer jeden. Komentarz zbędny.
  • Bazyli Baran, kandydat do Rady Miasta w Szczecinie, Platforma Obywatelska
Jak Głąb, to i Baran. I do tego oczytany, jak mniemać po sloganie.
  •   Mariusz Dąbrowski, kandydat do Rady Miasta Białegostoku, Komitet Truskolaskiego
 Bardziej patriotycznie już chyba nie można. Biało-czerwone barwy i to hasło:
  • Anna Szerszyńska - Zawisza, kandydatka do Rady Powiatu w Bartoszycach; KWW  Wspólnota Samorządowa

Wiadomo, by na kogoś zagłosować musimy wiedzieć, że można na nim polegać. A pani Annie Szerszyńskiej - Zawiszy można. I to jak na... Zawiszy. Jestem porażona kreatywnością tej kandydatki czy też jej doradców.

Z tyloma hitami kampanii z nazwiskiem w tle się spotkałam, jeśli znacie coś jeszcze z tej kategorii z chęcią dorzucę Wasze propozycje do listy - wrzucajcie linki do kwiatków w komentarzach.

Tak wiem, że te kreacje spełniły swoją rolę - o kandydatach jest głośno, plakaty zwróciły uwagę itepe idete, mimo to, takiej tandety nie zdzierżę.
Dlatego nieudanej gry słów (również w grafice) z użyciem nazwiska w kampanii wyborczej,
Nie kupuję, 
Targetowa

niedziela, 10 sierpnia 2014

Niebieskie serduszka dla wariatów drogowych

Nic na to nie poradzę - w głębi jestem romantyczką, względnie mogę powiedzieć, że mam artystyczną duszę. Dlatego, kiedy ta czy inna agencja reklamowa wykorzysta grę na emocjach i wspomoże się jeszcze klimatyczną ścieżką dźwiękową - mają mnie. 


I taka właśnie jest najnowsza kampania PZU - STOP WARIATOM DROGOWYM. 
Jej autorzy namawiają nas, abyśmy wykorzystali miłość w walce z wariatami drogowymi. Do mnie ich starania docierały stopniowo - i tak pewnie miało być. Najpierw na bilbordach przy drogach zobaczyłam tajemnicze niebieskie serduszka - z retorycznym pytaniem "Kochasz?" Potem pojawił się spot i wszystko stało się jasne. 
W spocie widzimy bliskich wpisujących na niebieskich serduszkach ostrzeżenia swoim wariatom drogowym. Ukazane są różne relacje: dziecko martwi się o ojca, matka o syna, partnerzy o siebie nawzajem. I jeszcze ta muzyka, jest tak klimatyczna, tak magiczna, tak pasująca do obrazu, że... kupili mnie nią od razu. A kiedy poszperałam w sieci i okazało się, że jej tytuł brzmi - "We might be dead by tommorow" (ang. Możemy nie dożyć jutra) - to mnie rozbroili do końca.
 Strona kampanii tutaj, a tak wygląda spot. A poniżej ta piękna piosenka. Oby tylko nikt nie doszukiwał się drugiego dna po obejrzeniu teledysku  (Jak z tęczą w reklamie Plusa,), bo kampania jest naprawdę bardzo ok.
I jak się pewnie domyślacie, kampanię Stop Wariatom Drogowym PZU, 
Kupuję, 
Targetowa







wtorek, 8 lipca 2014

Wiele reklam, jedna twarz

Miałam już o tym pisać jakiś czas temu. Potem nie było czasu (norma), i jak na złość zabrakło mi na antenie tych reklam, które chciałam obsmarować. Ale teraz już muszę! Nie odpuszczę! Znowu mnie zaatakowała.


piątek, 6 czerwca 2014

Reklama, oj, dana, dana!

Umówmy się: nie wymagam marketingowego arcydzieła w reklamie kiełbasy, oleju czy zupy w proszku. Ale jak słyszę te biesiadne potupywajki, to wstydzę się i za jej twórców i za osoby w nich występujące.
Jak już pisałam na początku - oglądam telewizję,a także, jeśli nie głównie -  reklamy. Więc rady typu: "najlepiej nie oglądaj telewizji" do mnie nie trafią. O czym bym wtedy pisała? :)


Ale kiedy docierają mnie dźwięki i słowa np. '"Zupy Romana" jedno mogę powiedzieć: apetyt mi przechodzi.
Nie wiem skąd to zamiłowanie do rymowanek, wierszyków i przerobionych biesiadnych pieśni rodem z wiejskiego wesela (bez urazy dla weselników, sama miałam w takim stylu, z orkiestrą i pieczonym prosakiem :)) Ale wracając do tematu: wspomniany wyżej przebój pochodzi z reklamy zupek instant Aminio, na której pewien pan śpiewającym rymem częstochowskim zapewnia, że polska zupka chińska jest dobra na każdą okazję. 


Jest też druga reklama dotycząca zup instant/sosów na obiad tego producenta -  tu dla odmiany śpiewa kobieta (a, jakże), która doznaje spełnienia, bo mężowi smakuje to, co ugotowała. Nie mam na to innego słowa niż porażka. Również dlatego, że lekki paradoks im wyszedł - kierują się stereotypem, że żona, że pani domu, że gotuje dla reszty rodziny. i takie tam. Ale żeby taka podręcznikowa gospodyni wspomagała się daniami w proszku? To nie uchodzi! Bo o to, że zrobili to przekornie i z zamysłem ich nie podejrzewam. 
 Biesiadowo czy też ludowo jest także w reklamach kiełbasy i oleju. Przy tej drugiej "My Słowianie" i szoł na Eurowizji, to pikuś. Tu, oprócz ponętnych pań, występują jeszcze jurni panowie. Iha!

Tak, wiem, że pewnie oto chodzi, by sobie w kuchni pod nosem podśpiewywać i kupić właśnie ten, a nie inny produkt. Ale jak dla mnie skutek jest dokładnie odwrotny. Od tych średnio udanych reklam jedynie zbiera mnie na wymioty... A i kolejny paradoks z tymi zupami. W pierwszej reklamie śpiewają "Zupa Romana", a produkt wcale tak się nie nazywa, to nie wiem, co ludzie mają niby zapamiętać.. i co sobie podśpiewywać.
 Biesiadno-ludowo-diskopolowych piosenek w reklamach..
Nie kupuję, 
Targetowa


niedziela, 18 maja 2014

(po)MOC lajków i hastagów

#BringBackOurGirls - jest jeszcze ktoś, kto tego nie widział? A może nawet sami podpisywaliście w ten sposób swoje tweety? To akcja twitterowiczów mająca zwrócić uwagę na sprawę porwania dwustu nigeryjskich dziewczynek. Miała zwrócić i zwróciła. Trafiła do tych, którzy mogą trochę więcej niż zrozpaczeni rodzice. Dziewczynek jeszcze nie uratowano, ale jest nadzieja, a nie tylko bezradność. Jeśli chcecie poznać szczegóły polecam lekturę tego oto artykułu,  którego spokojnie mogłabym być autorką :) Nie będę więc dublować treści, dlatego odsyłam do tekstu
A teraz na facebooku przewija się zdjęcie Amnesty Interanational, którego udsotępnianie ma tym razem zwrocić uwagę na sytuację w Sudanie, gdzie skazano na śmierć ciężarną za rzekomą zdradę religii. 
Amnesty International apeluje też, by wysyłać listy do sudańskiego ministra sprawiedliwości http://bit.ly/1jVzcMA


Kobieta przebywa w więzieniu ze swoim niespełna dwuletnim synkiem. Dokładniej z jej  historią natomiast możecie zapoznać się tutaj. A ja zdjęcie udostępnię, bo mam nadzieję, że gdy zalejemy tym sieć, to ci którzy mogą coś zrobić - może jedynie dla świętego spokoju, czystego sumienia, eurowyborów, nieważne - ale zrobią coś, by tej kobiecie pomóc.


 Dlatego takie akcje...
 Kupuję, 
Targetowa

Ps: Nie kupuję natomiast ferm lajków, ale o tym innym razem.

sobota, 17 maja 2014

Nie dla obrażania szczupłych!

Nie, to nie jest błąd, nie pomyliłam się. Post będzie o tym, co jest w tytule.

Wieszak. Chudzielec. Anorektyczka. Co z niej za kobieta? Nawet nie ma za co złapać. Uwierzcie, te słowa bolą tak samo jak "grubaska" czy "spasiona baba". No, może w trochę inny sposób. 
Jestem szczupła, czy też bardziej potocznie chuda. Nikt co prawda tak za mną nie krzyczy, nie wyzywa mnie w ten spośób w trakcie kłótni: Ty chuda babo! (Choć zdarza się, że kiedy gdzieś przychodzę słyszę "O, idzie nasz chudzielec", co jest tak samo miłe jak "O, idzie nasz grubasek". Serio).

Jednak ogólnie ludzie są dużo bardziej wysublimowani. Oto jestem podawana jako zły przykład lub - żeby lepiej to zabrzmiało i z czego pewnie powinnam być dumna - za pocieszenie. 
Ktoś przychodzi i mówi, że jest gruby, że żadna dieta nie działa i takie tam. I wtedy się zaczynają słowa otuchy: "Nie, daj spokój, o co chodzi, wszystko masz na swoim miejscu, jak prawdziwa kobieta - chciałabyś być taka chuda jak Z., zero ciała, ani za co złapać, ani nic."
Wiem, że to media, projektanci mody, show biznes itp. uprawiają kult szczupłości i jestem pierwszą przeciwniczką takiego kultu. Ale czy ktoś kiedyś pomyślał, że tak, jak niektórzy nie chudną, tak inni nie tyją? Po prostu? 
Zawsze byłam szczupła. Takie geny, metabolizm. Cokolwiek. Jestem też zdrowa, nie schudłam przez chorobę, leki, depresję, anoreksję. Tak mam. A dokładnie: mam 170 wzrostu i ważę jakieś 55 kilo. Rozmiar 36, choć wiadomo jak to bywa wśród producentów ubrań zdarza się i 34, ale i 38. Moim zdaniem jestem akurat - ale nie wiem czy powiedzenie tego na głos nie zostanie odebrane jako obraza osób noszących ciuchy  o rozmiar-dwa większe. 
Uprzedzając pytanie: nie mam fioła na punkcie fitnes, a w encyklopedii pod niezdrowym trybem życia spokojnie mogłoby się znaleźć moje zdjęcie (żeby nie było - wcale nie jestem z tego duma). Jem tłusto i słodko (English breakfast na śniadanie, schabowy na obiad, popcorn i chipsy do filmu, do łóżka czekolada lub ptasie mleczko, od którego jestem uzależniona). A ze sportu uprawiam... seks i stukanie w klawiaturę na czas.
Byłam w ciąży, przytyłam 14 kilogramów. Nie miałam dużego brzucha. Miałam gigantyczny! Wyglądałam jak wańka-wstańka. Dziś moja córeczka ma 3 lata, rok po porodzie znowu byłam "chudzielcem". Ważyłam nawet kilo-dwa mniej niż przed ciążą.
I nie, nie mówię tego wszystkiego na złość osobom, które walczą z otyłością/nadwagą ( tą prawdziwą, a nie wkręconą sobie przez TV). Wręcz przeciwnie. Życzę wam wytrwania w walce i uważam, że to niesprawiedliwe, że jedni mogą jeść wszystko i nic po nich nie widać, a inni jednego pączka będą pozbywać się ze swojego ciała przez dwa tygodnie. Ale to nie jest moja wina.

Ktoś mi powiedział, że tak mówią z zazdrości, ale do mnie to nie trafia. Pisałam, że ogólnie jestem z siebie zadowolona, ale jak to każda baba i ja mam kompleksy, widzę swoje defekty itepe. Czasem na przykład miewam napady, żeby mieć bardziej zaokrągloną pupę. I jak widzę kobietę z taką ładną pupą mówię: "Wow, ale fajna, też bym taką chciała", a nie "O, rany! Jaka wielka dupa". Więc:

Pocieszania otyłych, z nadwagą (prawdziwą lub urojoną) poprzez obrażanie szczupłych...
Nie kupuję,
Targetowa

środa, 7 maja 2014

Smartphones and dump people. Hmmm....

"Mądre telefony i głupi ludzie" - mocne i kupuję to. Szkoda, że to tylko jeden cytat z całego wywodu filmiku pt. "Look Up" mającego na celu przypomnieć, że oprócz życia wirtualnego, jest też to rzeczywiste.
Zaczyna się ciekawie: pojawia się mężczyzna, który mówi, że chociaż ma 422 znajomych, tak naprawdę czuje się samotny, i że chociaż rozmawia z nimi codziennie, tak naprawdę oni go nie znają. 

Biję się w pierś!


No dobra, wiem. Zamuliłam. I to na samym początku. 
To niedobrze, niemarketingowo i nawet niekulturalnie. Naprawdę mnie ciągnęło do tego bloga, ale może ciut pośpieszyłam się z otwarciem, bo jak była wena, to nie było czasu, ewentualnie na odwrót. Obiecuję poprawę. Nie, nie powiem, że będę pisać codziennie, bo nie będę. Ale na pewno częściej niż raz na miesiąc. W wersjach roboczych już coś mam na przeprosiny, wyszlifuję i wrzucę. I różowy kwiatek :)

Przepraszam, 
Targetowa

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wszyscy przechodzą do Play. A potem do T - Mobile. A potem?

Byłam na pierwszym roku studiów, kiedy w telewizji pojawił się cykl abstrakcyjnych, bardzo innych - jak na tamte czasy - reklam. W spotach telefonii komórkowej Plus wystąpił kabaret Mumio. Spodobali mi się od razu. Oczywiście przez siedem lat (długo, co?) mieli gorsze i lepsze momenty, ale teksty typu: "Zaczarowany pierniczek", "Na pralkę sobie przyklej" czy "Kopytko" na pewien czas wdarły się do mojego słownika i były czymś na miarę ostatnich: "Taka sytuacja" czy "Przypadek, nie sadzę".

czwartek, 3 kwietnia 2014

Odgrzewane kotlety, ale smaczne

Żeby nie było, że założyła sobie taka bloga, żeby tylko narzekać. Dwa pierwsze posty, o tym, jakie to beznadzieje pomysły ktoś miał. Więc dla odmiany coś, co mi się podoba. Ale za to z archiwum. Bo to stare, ale wciąż dobre.

Na tę kampanie trafiłam, przeglądając bloga Pełen Zlew - o czym informuję i lojalnie linkuję. Koniec reklamy.

Whodunnit? to kampania mająca na celu zwrócić uwagę kierowców na rowerzystów. Ja wiem, że te dwie grupy bywają/są na wojennej ścieżce, ale ja się od tego odcinam. Rowerem jeżdżę rekreacyjnie, a samochodem od wielkiego dzwonu. Uwielbiam spacerować. Zresztą tu nie o tym.

Autorzy kampanii pytają nas, jakimi jesteśmy obserwatorami. Oglądamy filmik kryminalny i razem z policjantem próbujemy rozwikłać zagadkę. On jako dobry obserwator natychmiast wskazuje sprawcę. I pyta czy my też jesteśmy dobrymi obserwatorami..





I jak podobało się? Bo mnie bardzo. Odgrzewane kotlety (sprzed 6 lat), ale wciąż smaczne, więc jak najbardziej.

Kupuję, 
Targetowa

niedziela, 30 marca 2014

Durex i Godzina dla Ziemi

Ten weekend był bogaty w straty. Nie to, że musieliśmy oddać wiośnie jedną godzinę i spać krócej, to znaleźli się tacy, którzy namawiali do oddania jeszcze jednej godziny. 




czwartek, 27 marca 2014

Produkt urodowy. Najlepszy!


To reklama, której powinnam podziękować, bo prowadzenie tego bloga chodziło za mną już od dawna, ale to ona uświadomiła mi, że po prostu muszę, że nie usiedzę cicho, że coś napiszę. Nie jest nowa,  gości w rozgłośniach od dłuższego czasu. Ale wciąż irytuje tak samo.


Reklama owa katuje mnie najczęściej, kiedy jadę samochodem, bo wtedy słucham radia. Ten kilkudziesięciu sekundowy spot reklamowy irytuje mnie co najmniej z dwóch powodów, pomijając ten, że w ogóle powstał :)
 Kojarzycie Annę Przybylską, która zachwyca się jakimś kremem czy innymi pastylkami poprawiającymi wygląd skóry, włosów i paznokci?
I mówi, że to najlepszy "produkt urodowy". Co to jest, do cholery, produkt urodowy? I jeszcze, że "każda kobieta na niego zasługuje". I ten slogan na koniec: "Czas zatrzymać czas"..




Nie kupuję, 
Targetowa

Targetowa, czyli kto?

Oglądam telewizję, słucham radia, czytam książki i gazety, korzystam z sieci, robię zakupy, żyję w mieście. Reprezentuję swoją płeć, jestem w określonym wieku i przynależę do danej grupy zawodowej/społecznej, z takim, a nie innym wykształceniem. Dla kogoś jestem targetem. Grupą docelową. Nie wiem dla kogo, i która reklama, kampania, zachowanie w mediach mają do mnie trafić.

Ale tu będę subiektywnie pisała o tych, które zwróciły moją uwagę. Tych, moim zdaniem, genialnych, beznadziejnych i takich sobie. Powiem co mnie przekonało, które medialne zagranie kupuję, a którego nie. 
Co prawda pracuję w mediach, a na studiach miałam parę godzin z reklam, ale nie chcę tu pisać jako "specjalistka". Nie chcę się mądrzyć, że ja zrobiłabym to lepiej, bo może tak, a może (pewnie :))  nie. Ale tu piszę jako odbiorca, jako:

Targetowa